Coolangatta

Po ponad trzech tygodniach podróży, gdy już miałem zacząć odpoczynek w Coolangacie, okazało się, że czekają mnie jeszcze dodatkowe 3 dni trasy. Zamiast kupować bilet lotniczy z Melbourne do Gold Coast znalazłem przez internet Marion, która szukała współpasażera z Melbourne do Brisbane, żeby podzielić koszty paliwa. Tak więc się poznaliśmy i wyruszyliśmy razem w drogę. To z nią przeżyłem pierwszego prawdziwego australijskiego grilla i napiłem się taniego wina z kartonu (goon). Po drodze zahaczyliśmy o Shoal Bay, gdzie weszliśmy na Mount Tomaree, aby podziwiać piękny krajobraz, tam też zobaczyliśmy małe dzikie rekiny :)

After more than three weeks of travel, when I was about to start resting in Coolangatta, it turned out that I will be travelling for 3 more days. Instead of buying flight ticket from Melbourne to Gold Coast I hooked up online with Marion, who was looking for a travel mate to reduce expenses for fuel. So we met and we started our trip. I experienced my first real Australian barbecue and drank goon with her. On the way we stopped at Shoal Bay, where we hiked Mount Tomaree to admire beautiful scenery, we also saw small wild sharks there :)

Coolangatta YHA – miejsce, które odmieniło moje życie. Przez ponad 6 tygodni pracowalem tam 15h w tygodniu w zamian za darmowe zakwaterowanie. Umowilem sie z nimi jeszcze przed wylotem z Polski. Praca prosta i przyjemna, godziny elastyczne. Poza mną było tam ciągle około 10-12 osób, które tak jak ja pracowały w tym miejscu i to właśnie z nimi spędzałem większość czasu. W Australii była jeszcze zima, ale pogoda była mniej więcej podobna do naszego lata.

Coolangatta YHA – a place that has changed my life. For more than six weeks I was working there 15h a week in exchange for free accommodation. I arranged that before leaving Poland. Job was simple and enjoyable, hours flexible. Besides me, there was about 10-12 more people who were working there and it was them whom I spent most of the time with. It was still winter in Australia, but the weather was more or less similar to our summer.

Poza pracą w hostelu dorwałem również dwa dni w firmie hydraulicznej oraz ponad tydzień w parku rozrywki w centrum Coolangatty, gdzie byłem operatorem dmuchanej zjeżdżalni, czyli zbierałem bilety i uważałem, aby dzieciaki sie nie pozabijały :)

Apart from work in the hostel I was working for two days at the plumbing company and more than a week at an amusement park in the center of Coolangatta, where I was an operator of inflatable slide, I was collecting tickets and taking care of the kids :)

Oczywiście praca to nie wszystko, gdy pogoda na to pozwalała, to surfowałem, Coolangatta to świetne miejsce do tego, są tam aż 3 plaże zarówno dla laików jak i profesjonalistów. Już po paru dniach udawało mi stawać na desce i trochę surfować. Jest to ciężki sport i wymaga dużo prakrtyki i poświęcenia, ale jak się pierwszy raz złapie fale i wstanie, to się człowiek zakochuje w nim :)

But work is not everything, when weather was good I was surfing, Coolangatta is a great place for that, there are 3 beaches for both beginners and professionals. After few days I was able to stand on the board and surf a little. It is a tough sport and requires a lot of practice and dedication, but the first time you catch a wave and stand up you fall in love with it :)

Cotygodniowym rytuałem było odwiedzanie skalnej zjeżdżalni w Currumbin Rock Pools. Poza tym wybraliśmy się raz do głównej części Springbrook National Park (gdzie już byłem wcześniej z bratem, więc robiłem jako przewodnik) oraz Currumbin Beach z wielką skałą zwaną Elephant Rock. Największą jednak przygodą było pojechanie do Brisbane (ok. 100km) na stopa, aby zobaczyć się z przyjaciółką.

Weekly ritual was visiting rock slides at the Currumbin Rock Pools. Besides, we went once to the main part of the Springbrook National Park (where I have been before with my brother, so I went there as a guide) and Currumbin Beach with great rock called Elephant Rock. But the biggest adventure was to go to Brisbane (approx. 100km) hitchhiking to see a friend.

W Coolangacie człowiek nigdy się nie nudzi. Gdy pogoda nie pozwalała na surfowanie, to wybieraliśmy się na plażę pograć w siatkę. Tam też pierwszy raz uczestniczyłem w sesji yogi, czy po kilku latach przerwy przejechałem się do skateparku, gdzie szybko poprzypominałem sobie tricki, których nauczyłem się kiedyś, gdy jeszcze jeździłem na desce. Nauczyłem się tam również trochę gotować, szczególnie że byłem pod okiem specjalistów i jako że każdy pochodził z innego miejsca na ziemi, to poznałem różne kuchnie.

In Coolangatta you never get bored. When the weather didn’t allow to surf we were going to the beach to play volleyball. I also did a yoga session there for the first time, or after a few years break I went to skatepark, where I quickly reminded myself tricks I’ve learned in the past while I was skateboarding. I have also learned a bit there how to cook, especially that I was under the supervision of specialists and as each came from a different place in the world I got to know a variety of cuisines.

Jednak najlepszym sposobem spędznia tam czasu to po prostu przebywanie z ludźmi. Osoby z którymi mieszkałem i pracowałem były dla mnie rodziną. To z nimi imprezowałem, gotowałem, surfowałem i dzieliłem swój czas. Od nich wiele się nauczyłem i już nie mogę się doczekać kiedy ich ponownie spotkam!
But the best way to spend time there is simply being with people. The ones that I lived and worked with were my family. It was them whom I was partying, cooking, surfing and sharing time with. I have learned a lot from them and I can not wait to see them again!

I tak minął mi czas spędzony w Australii. Wracając znowu zahaczyłem o Dubaj, a przylatując do Warszawy przywitał mnie chłód i deszcz. Doświadczenia i przyjaźnie, które zdobyłem w Australii są bezcenne i życzę każdemu kto lubi podróżować podobnej przygody w życiu :)

And that’s how my time spent in Australia passed. Coming back I stopped at Dubai once again and returning to Poland I was greeted with cold and rain. The experiences and friendships that I got in Australia are invaluable and I wish everyone a similar adventure in life :)

Wschód cz. 2 East – part 2

Jednym z ciekawym miejsc które zobaczyliśmy po Brisbane było Noosa National Park, wstaliśmy na wschód słońca, a wokół nas było już pełno samochodów, jak się później okazało, to surferzy i biegacze od samego rana przybywają do parku. Wschodu słońca nie zobaczyliśmy przez chmury, ale za to znaleźliśmy miejsce, z którego wychodzi tęcza :D a jak się lepiej przyjrzeć to nawet dwie tęcze!

One of the interesting places we saw after Brisbane was Noosa National Park. When we got up to see the sunrise car park around us was already full of cars, as it later turned out surfers and runners come there at dawn. We didn’t see the sunrise beacuse of the clouds, but we found a place where rainbow has its beginning :D on a closer loor even two rainbows!

IMG_4061
Airlie Beach, podobno pełne backpackersów i imprez, tego nie znalezliśmy, ale za to zobaczyliśmy ogromne, przedziwne drzewo, a ruszając na północ zgarneliśmy dwie przemiłe Francuzki (Christelle i Stephanie), które szukały podwózki na stopa do Townsville, to dzięki nim spróbowaliśmy prawdziwej trzciny cukrowej, prosto z pola!

Airlie Beach, there were suppose to be many backpackers and parties which we didn’t find, but we saw a huge, strange tree and moving up north we picked up two lovely French (Christelle and Stephanie) who were looking for a hitchhike ride to Townsville, thanks to them we tried real, fresh cane sugar just from the field!

IMG_4130
Pojechaliśmy jeszcze tego dnia na największy wodospad Australii, czyli Wallaman Falls, dojazd na miejsce był niesamowity, wszędzie wokół pola trzciny cukrowej, albo krowy na drodze. Pomimo tego, że nadrobiliśmy dużo kilometrów, to było warto.

We went that day to the largest waterfall in Australia – Wallaman Falls, road to this place was amazing, we were surrounded by sugar cane fields or cows on the road. Despite the fact that we made up a lot of kilometers it was worth it.

IMG_4146 IMG_4213 IMG_4226
Wracając z gór, w których był wodospad spotkaliśmy kilka wężow na drodze. Na oko miały około półtora metra, dlatego przyjerzeliśmy im się z bliska, ale nie takiego na wyciągniecie ręki, a takiego na siema z samochodu, tak na wszelki wypadek ;)

Coming back from the waterfall we met several snakes on the road. They were about one and a half meter, so we looked at them from close distance. Not from hand reach distance, but from the car, just in case ;)

IMG_4235
Omineliśmy jeszcze Cairns na chwile i pojechalismy bardziej na północ do Cape Tribulation, które znajduje się w Daintree Forest, po drodze i na miejscu naoglądaliśmy się przepięknych krajobrazów. Nie zobaczyliśmy słynnych kazuakow, ale podczas spaceru po parku przestraszył (się) nas dzik.

We passed Cairns for a moment and went further up north to Cape Tribulation, which is located in the Daintree Forest, along the way and on-site we saw beautiful sceneries. We didn’t see the famous cassowaries, but while walking through the park we were scared by a boar (or he got scared by us).

IMG_4279 IMG_4361 IMG_4327 IMG_4320
Wróciliśmy do Cairns, żeby popłynąć na wielkie rafy koralowe wschodniej Australii, czyli Great Barrier Reef. Pływając z rurką po przepięknych rafach zobaczyliśmy m. in. ogromne żółwie morskie (pływały obok, dosłownie na wyciągnięcie ręki), rybki nemo i mnóstwo innych kolorowych zwierząt i roślin.

We returned to Cairns to sail to the great coral reefs of eastern Australia, which is the Great Barrier Reef. While we were snorkeling at the beautiful reefs we saw huge turtles (floating by literally at hand reach), nemo fish and lots of other colorful animals and plants.

IMG_4487 IMG_4666
W Cairns spotkaliśmy się z Francuzkami i poszliśmy razem z ludźmi z hostelu na „pizzę”, czyli na imprezę do klubu, w którym dodatkowo serwowali darmowa pizze :D

In Cairns we met with French and we went together with other people from the hostel for „pizza”, which tuned out to be a party in the club, where they also served free pizza :D

IMG_4676

Wschód cz. 1 – East part 1

W okolicach Sydney odwiedziliśmy jeszcze wodospady Wentworth Falls. Katoomba – pojechaliśmy tam zobaczyć kilka miejsc widokowych, ale przez mgłe nie udało się zbyt wiele dostrzec, trafiłem za to na miejsce gdzie trzymają zombiaki z The Walking Dead :D Po prawej Three Sisters (na pierwszy rzut oka wygląda jak Two Sisters, ale wystarczy się dokładniej przyjrzeć).

In the vicinity of Sydney we visited Wentworth Falls. Katoomba – we went there to see some picturesque views, but the fog made it impossible, at least I found the place where they hold The Walking Dead zombies :D On the left Three Sisters (at first glance looks like two sisters, but just look closely).

IMG_20160803_082746 IMG_20160803_093535

W Blackbutt Reserve zobaczyliśmy koale w ich pełnej okazałości, czyli obżarte i spiące, dodatkowo mój brat zakumplował się z jakimś ptakiem, niestety nie pozwolił na selfie i uciekł jak sie kapnął, że Polacy wyskoczyli do niego z wodą zamiast wódki :)

In Blackbutt Reserve we saw koalas in their full glory – stuffed and sleeping, my brother made friends with some bird, but he didn’t allow for selfies and fled when he realised that Poles had water instead of vodka :)

IMG_20160803_151907 IMG_3414

Później Springbrook National Park, w którym nie co innego jak wodospady, ograniczyliśmy się do jednego i weszliśmy do jaskini wydrążonej przez jeden z nich. Zmierzając już do Brisbane zahaczyliśmy o tame Hinze Dam. Podobno Australia ma duży problem z wodą pitną, więc tworzą sztuczne, ogromne zbiorniki w celu zaopatrzenia w nią dużych miast i okolic. Chcieliśmy jeszcze tego dnia zobaczyć Lamington National Park z mnóstwem ścieżek do przejścia, niestety jako że zapadał zmrok zdążyłem tylko wybrać się na bushrunning, czyli ok. 6km po stomym szlaku, o ile w dól to pikuś, to nie polecam po ciemku z telefonem w ręku biec 3 km pod strome wzniesienie w lesie ;)

Springbrook National Park, where there were waterfalls as everywhere else, we minimalised it to a single one and went to a cave hollowed by one of them. Heading to Brisbane we stopped to see Hinze Dam. Apparently Australia has a big problem with drinking water, thus they create artificial, large reservoirs to supply its huge cities and surrounding areas. We also wanted to see Lamington National Park with lots of paths to go that day, but as dusk was already settling I could just go on bushrunning, which is approximately 6km on a steep route, way down was a piece of cake, but I don’t recommend running in the dark with a phone in hand for 3 km on a steep incline in the woods ;)

IMG_3492 IMG_3575

Dotarliśmy do Brisbane, w końcu pogoda pozwoliła na zalożenie krótkich spodenek i koszulki (taką zimę to ja rozumiem). Miasto bardzo urokliwe choć niewiele w nim do zobaczenia i właśnie tutaj doznaliśmy bliskiego spotkania trzeciego stopnia z kangurami i koalami, a konkretnie w Lone Pine Coala Sanctuary.

We reached Brisbane, the weather finally allowed to wear shorts and T-shirt (this is a kind of a winter that I can handle). The city is very charming, but there’s not much to see in it, at least we experienced a close encounter of the third kind with kangaroos and koalas there, specifically in Lone Pine Coala Sanctuary.

IMG_3604

Kangury oswojone, więc w końcu mogliśmy je dotknąć, sierścią przypominają nasze kozy, a na selfie wyglądają jak osły.

Kangaroos were tamed, so finally we were able to touch them, their hair feels like goat’s and on selfies they look like donkeys.

IMG_3792 IMG_3848 IMG_3884 IMG_3885

Z koalami też się udało. Mimo tego jak wygladają, są bardzo skoczne i lubią sobie robić zdjęcia (pod warunkiem, że w międzyczasie mogą jeść, jak widać ten już był zaniepokojony, bo oderwany na sekundę od żarcia), przy okazji trochę śmierdzą (pewnie eukaliptusem).

We also succeeded with koalas. Despite their look, they are very lively and like to take photos (provided that in the meantime they can eat, as you can see that one was worried as he was taken away from his food for a second), they also stink a little (probably with eucalyptus).

IMG_3729 IMG_3926

Ten bydlak poniżej to czerwony kangur, czyli ten, od którego można dostać łomot, na szczęście jak widać byl „po imprezie”, więc mi się upiekło ;)

This bastard below is the red kangaroo, which is the one from which you get a beat, fortunately, as you can see was „after the party”, so I got away ;)

IMG_3964

Poniżej jeszcze opalający się wombat. Jedyny minus tego miejsca to droga wjeściówka, a za zdjęcie z koalą trzeba dopłacić prawie 20 dolców.

Below there is a sunbathing wombat. The only drawback of this place is the price of the entry fee and for the image with koala you need to pay extra (almost 20 bucks).

IMG_3754

Południe cz. 2 – South part 2

Dotarliśmy w końcu do Canberry! Jest to zaprojektowana stolica, która leży mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Melbourne i Sydney, aby rozwiązać spór między tymi miastami, które walczyły o tenże tytuł. Budynek Parlamentu to ikona tego miejsca i generalnie jest to kolejne bardzo przyjemne miasto do życia. Warto jeszcze zobaczyć Australian War Memorial, żeby dowiedzieć się trochę o udziale ANZAC (Australian and New Zealand Army Corps) w akcjach militarnych poczynając od pierwszej wojny światowej.

We finally got to Canberra! It is a designed capital city, which lies roughly midway between Melbourne and Sydney, to resolve the dispute between the two cities that fought for this title. Parliament Building is an icon of the place and generally this is another very pleasant place to live. It is also worth to see the Australian War Memorial to learn a bit about the participation of ANZAC (Australian and New Zealand Army Corps) in military actions starting from the First World War.

IMG_2625 IMG_2405 IMG_2417

Kierując się dalej na wschód zahaczyliśmy o wodospady Fitzroy Falls. Generalnie jest ich dużo w Australii i wszystkie warte odwiedzenia, ale te zrobiły na nas naprawdę duże wrażenie, zresztą sami zobaczcie.

Heading further east we stopped to see Fitzroy Falls. Generally there are many of those in Australia and all worth seeing, but these made a really big impression on us, anyway, see it for yourself.

IMG_3028

Przed Sydney zobaczyliśmy jeszcze najstarszy park narodowy w Australii (drugi na świecie po Yellowstone), czyli Royal National Park. Tak, w końcu dotarliśmy na plaże i weszliśmy do oceanu (na razie tylko stopami, bo trochę za zimno było na więcej). Przed wejściem na plażę popatrzyliśmy trochę na wieloryba migrującego na południe z wysokich na niemal 100 metrów klifów.

Before Sydney we saw the oldest national park in Australia (second in the world after Yellowstone) Royal National Park. Yes, we finally arrived at the beach and we stepped into the ocean (only the feet, because it was to cold for more). Before entering the beach we looked at a whale migrating south from high to almost 100 meters cliffs.

IMG_3121

Nareszcie Sydney, czyli chyba najbardziej znane miasto australijskie na świecie (przynajmniej jak zapytać o stolice, to wielu powie, że właśnie Sydney :P). Oczywiście fotka pod operą, wprawdzie trochę już podrdzewiała, ale nadal ikona miasta i nadal robi wrażenie.

Sydney (finally), which is probably the most famous Australian city in the world (at least inquiring about the capital, many will say that it was Sydney :P). Of course, photo by the opera, although rusty already, still an icon of the city and still impressive.

IMG_20160802_111508

Poza opera odwiedziliśmy kilka innych ciekawych miejsc jak np. most Sydney Harbour Bridge oraz kilka parków. Kolejne świetne miasto tylko z parkingami juz gorzej, ceny podobne do tych w największych miastach USA.

Besides opera we visited a few other interesting places such as Sydney Harbour Bridge and several parks. Another great city, only parking became a problem, prices similar to those in major US cities.

Wracając do samochodu, żeby ruszyć dalej zatrzymaliśmy się przy mega długiej kolejce pełnej Azjatów (pierwszy raz to oni się z nas śmiali, a nie na odwrót, bo robiliśmy zdjęcia kolejki), okazało się, że na jej końcu można było kupić przepyszny sernik, w skrócie Polacy kupili japoński sernik od Chińczyków w Australii :P

Returning to the car to move on we stopped at a huge queue full of Asians (the first time they would laugh at us and not vice versa as we did photos of the queue), it turned out that at the end of it you could buy a delicious cheesecake, in brief Poles bought Japanese cheesecake from the Chinese in Australia :P

IMG_3323

Południe cz. 1 – South part 1

Przygodę z Australią zaczęliśmy w Melbourne. Po niecałych dwóch dniach spędzonych w tym mieście byłem w stanie odczuć dlaczego jest ono uważane za jedno z najlepszych do życia na całym świecie. W jakiś dziwny sposób wszystko ze sobą współgra i generalnie jego otoczenie przyprawia mnie o radość. Jedyną wadą na tę chwilę była temperatura, ze względu na aktualnie panującą zimę w Australii, krótkie spodenki z Singapuru okazały się niewystarczające ;)

The adventure with Australia started in Melbourne. After less than two days in this city I was able to feel why it is considered one of the best places to live in the world. In a strange way everything fits together and generally its surroundings gives me joy. The only drawback to this moment was the temperature, due to the current season (winter) in Australia, shorts from Singapore proved to be insufficient ;)

IMG_1485

Z Melbourne skierowaliśmy się ku najwyższemu szczytowi Australii, czyli Górze Kościuszki. Po drodze przekonaliśmy się o ułomności działania stacji benzynowych – albo nie ma, albo zamknięta, bo już po dwudziestej. Na oparach dojechaliśmy do jakiejś i przespaliśmy się przy temperaturze trzech stopni Celsjusza w samochodzie. Na miejscu znowu australijska zima popsuła zabawę, bo przez zbyt duże opady śniegu bez konkretniejszego sprzętu nie mogliśmy wejść na szczyt (może to i lepiej ze względu na kondycję fizyczną mojego brata :P).

Pojechaliśmy za to offroadową drogą do kolejnego ciekawego miejsca, a konkretnie Tidbinbilla Nature Reserve, gdzie po drodze poczuliśmy trochę prawdziwego australijskiego Outbacku, a na miejscu nareszcie spotkaliśmy masę kangurów.

Poniżej chwila przerwy w Outbacku i niemalże selfie z kangurem, nie negocjowaliśmy dłużej, bo zaczął warczeć, a biorąc pod uwagę jego pazury stwierdziliśmy, że takie zdjęcie w zupełności nas satysfakcjonuje.

From Melbourne we headed toward the highest peak in Australia, Mount Kosciuszko. Along the way we found out about the limitations of petrol stations – there aren’t any, or they’re closed, because it’s already after 8 pm. At the fumes we got to some and slept at a temperature of three degrees Celsius in the car. On site the Australian winter messed all the fun again, because of too much snow without special equipment we couldn’t climb to the top (maybe it is better because of the physical condition of my brother :P).

We took an off-road route to the next interesting place, namely the Tidbinbilla Nature Reserve, where on the way we felt some real Australian Outback and on-site finally met the mass of kangaroos.

Below a little pause in the Outback and almost selfie with a kangaroo, we didn’t negotiate any longer, because he began to growl and taking into account its claws we found such a picture completely satisfying.

IMG_1660

IMG_2066

Niestety kangury samobójcy, o których opowiadałem przed wyjazdem to prawda, duża ich większość, które spotkaliśmy do tej pory to takie leżące przy drodze i wcale nie mam na myśli tego, że się tam opalają, czy odpoczywają (co zazwyczaj robią gdy akurat nie jedzą). Sami raz o mały włos nie potrąciliśmy jednego, który po zmroku w ułamku sekundy z pobocza wskoczył pod maskę (zabolałoby i jego i nasze portfele).

Warto jeszcze dodać coś o moich ulubionych jak na razie australijskich zwierzątkach – wombatach. To takie śmieszne grube czworołapy, bardzo łatwo je spotkać nawet jeśli one nie widza nas ;)

Unfortuately, kangaroos suiciders of which I was telling before leaving are true, the vast majority of kangaroos, which we met so far are those lying by the road and I don’t mean that they are sunbathing or relaxing (what they usually do when they’re not eating ). Even we almost hit one in the dark when in a split of a second it jumped under the hood (it would hurt him and our wallets).

It is worth mentioning anything about my favorite Australian animals so far – wombats. These are funny quadrupeds, they’re very easy to find them even if they don’t see us ;)

IMG_1820

Drugi etap podróży

Kolejnym miejscem przesiadki był Singapur, gdzie też mieliśmy cały dzień na zobaczenie miasta. Najpierw pojechaliśmy do serca Singapuru, czyli dzielnicy Downtown Core, aby podziwiać drapacze chmur i najważniejsze zabytki.

Another transit place was Singapore, where we also had the whole day to see the city. First, we went to the heart of Singapore, which is the district Downtown Core to admire the skyscrapers and the most important monuments.

IMG_20160726_113034

Potem poszliśmy do pięknych ogrodów Gardens by the Bay, gdzie zmęczeni podróżą przespaliśmy się trochę pod pięknymi drzewami. W oddali widać słynny hotel Marina Bay Sands.

Then we went to the beautiful gardens Gardens by the Bay, where we slept a little under gorgeous trees tired by journey. In the distance you can see the famous Marina Bay Sands.

IMG_20160726_124021

Na koniec wjechaliśmy na szczyt najwyższego budynku ION, aby podziwiać panoramę miasta i przeszliśmy się słynną ulica Orchard Street. Singapur to przepiękne miasto, którego władze dbają o to, aby poza asfaltem i betonem znalazło się również miejsce dla niesamowitej flory klimatu wybitnie wilgotnego.

At the end we got to the top of the tallest building ION to admire the panorama of the city and we walked down the famous Orchard Street.
Singapore is a beautiful city where authorities care about that in addition to asphalt and concrete was also a place for incredible flora of very humid climate.

IMG_20160726_111942

Pierwszy etap podróży

Najpierw dolecieliśmy do Dubaju, gdzie w nocy zastał nas prawie czterdziestostopniowy upal. Nocowaliśmy u Sebastiana, z którym zgadałem się przez fejsbuka, a walutą płatności za nocleg była wódka i kiełbasa z Polski :) Nie udało się położyć wcześniej i wstać o siódmej rano, ale trochę się poznaliśmy i popiliśmy, a rano (w południe) zabrał nas na miasto swoja fura.
First we landed in Dubai, where the night welcomed us with almost forty degrees of Celsjus. We spent the night at Sebastian’s place, who I met through facebook and the currency of payment for accomodation was vodka and sausages from Poland :) We were unable to go to sleep early and get up at seven in the morning, but we got to know each other, drank a bit and in the morning (at noon) he took us to the city with his car.

IMG_1114

Najpierw zobaczyliśmy Mall of Emirates z krytym stokiem narciarskim.
First we saw the Mall of the Emirates with an indoor ski slope.

IMG_1122

A potem pojechaliśmy pod Burj Al Arab, czyli jeden z najdroższych hoteli na świecie.
And then we went to the Burj Al Arab, which is one of the most expensive hotels in the world.

IMG_1181

Niestety piasek za gorący, a woda też za ciepła, żeby się schłodzić, wiec polecieliśmy zobaczyć jeszcze słynna sztuczna wyspę Palm Jumeirah i stamtąd oczywiście na najwyższy budynek na świecie – Burj Khalifa.
Unfortunately, the sand was too hot and the water was to too warm to cool ourselves, so we went to see famous artificial island Palm Jumeirah and from there the highest building in the world – Burj Khalifa.

IMG_1277

Podsumowując, Dubaj to super miejsce na urlop (jeśli się ma pieniądze oczywiście, więc ja się do tych ludzi nie zaliczam). Najlepiej jest lecieć w sezonie, czyli nie w lecie. Kilka dni na zobaczenie miasta, zrobienie zakupów i odpoczynek w zupełności wystarczy.
Summarising, Dubai is a great place for a vacation (if you have the money, so I’m not one of these people). It is best to go in the season, which is not in the summer. A few days to see the city, do some shopping and rest is enough.